Zakłamanie i fałsz w informacjach o eksporcie aborcji ze Szwecji

Data publikacji: 2014-07-28 11:00  |  Data aktualizacji: 2014-07-28 11:55:00

Niedawno pojawiła się w sieci informacja o planach szwedzich władz, dotyczącyh aborcji. W rozpowszechnianym głównie z pomocą liberalnych mediów komunikacie mogliśmy przeczytać, że niecałe dwa lata temu szwedzki rząd umożliwił, i tu cytat: "przerywanie ciąży w Szwecji kobietom z krajów, gdzie jest to zabronione, czyli również z Polski". Dodatkowo powołano się na raport instytucji nadzorującej służbę zdrowia w Polsce, która miała stwierdzić, że nad Wisłą nie ma dużego zainteresowania "turystyką aborcyjną". W związku z tym, jak podaje Wprost i inne brukowce, działacze rządowej organizacji postanowili to zmienić i "uciemiężone" Polski zachęcić do przyjazdu. Trudno o mocniejsze nasilenie kłamstwa, nachalnej propagandy i manipulacji w jednym tak krótkim komunikacie.

 

Wspomniany news na końcu opatrzony był także zapowiedzią reklam, które po polsku miały pojawić się w internecie. I zacznijmy od tej ostatniej informacji. Po pierwsze, reklamy takie mogły się pojawić tylko w internecie i tylko na stronach polskojęzycznych, znajdujących się... poza granicami Polski. Nasze prawo bowiem nie zezwala na promowanie lub reklamowanie mordowania nienarodzonych, bez względu na to, gdzie taka aborcja miałaby się odbyć.

 

Po drugie, nie istnieje coś takiego jak przerywanie ciąży. Ciąży przerwać się nie da, ponieważ ciąża jest naturalnym procesem zainicjowanym w ciele kobiety, sktutkującym stworzeniem ludzkiego życia. Jeśli życie małego człowieka jest w jej organizmie faktem, wówczas nie ma już czego przerywać - dziecko żyje i stopniow rozwija się w łonie matki. Oczywiście, zawsze można wywołać wcześniejszy poród, którego następstwem będzie np. śmierć dziecka. Ale trudno mówić tu wówczas o przerwaniu ciąży - wywołanie porodu jest po prostu narzędziem, w wyniku którego dąży się do pozbawienia kogoś życia. Dlatego nie ma czegoś takiego jak "przerwanie ciąży" w sensie operacji. Jest tylko przerwanie ciąży w sensie narzędzia. To tak jakby mówić - miast o podlewaniu ogrodu - o podłączaniu szlaufa.

 

Po trzecie, raport instytucji rzekomo nadzorującej służbę zdrowia w Polsce to fikkcja. I to fikcja teoretycznie dwojaka: nie powołano się na żaden konkretny dokument, więc można podejrzewać, że taki raport nie istnieje. Nawet jeśli jednak takie coś istnieje, to wartość tego papierka jest znikoma. Jest bowiem wiedzą powszechnie znaną, że w Polsce dokonuje się procederów aborcji (zabicia nienarodzonego dziecka) w sposób nielegalny i są na to setki, jak nie tysiące dowodów, dziennikarskich śledztw, poumarzanych w prokuraturach spraw itd.

 

Po czwarte, użyty termin "turystyka aborcyjna" to oksymoron i istny absurd współczesnego dziennikarstwa. Każdy, kto ma jakiekolwiek pojęcie o tym, czym jest turystyka, na co się składa, co stanowi esencję turystycznych zainteresowań, ten wie, że nie mają one kompletnie niczego wspólnego z poszukiwaniem aborcji. Serwuje się nam kolejny taki "fakt medialny", czyli fakt, który nie istnieje poza gazetą lub telewizorem. Aborcja jest aborcją, turystyka jest turystyką i każdy szanujący się turystya poczuje się obrażony przypisaniem pierwszego z pojęć do drugiego.

 

I jeszcze na koniec, ku przestrodze przed czytaniem takich rynsztokowych gniotów, jak przejrzany artykuł. Zacytujmy jeden z niego fragment: "Olle Castelius z RFSU tłumaczy, że w akcji promocyjnej chodzi o zdrowie i życie zdesperowanych kobiet". Dokładnie, ale chodzi tu konkretnie o to, by to zdrowie i/lub życie naruszyć. O to, by zniszczyć antywartościami normalne, zdrowe kobiety, które kierują się w życiu wartościami.