Kilka krótkich przemyśleń o Chazanie i Arłukowiczu

Data publikacji: 2014-07-05 08:24  |  Data aktualizacji: 2014-07-10 11:18:00

Pierwszy wniosek jest taki, że odmowa zabicia człowieka jest zakazana. Lekarz, którego zadaniem jest leczyć ludzi, przejął też obowiązki kata. Cóż bardziej groteskowego niż połączenie w jednej osobie tych dwóch zawodów?

 

Wiem, że epatowanie Hitlerem jest w Polsce źle widziane, ale jakoś nie mogę wyzbyć się tego skojarzenia. "Vernichtung lebensunwerten Lebens" to nawet ładnie brzmi. Co prawda, jak przytomnie zauważył śp. prezydent Reagan, wszyscy zwolennicy aborcji zdążyli się już urodzić, ale zawsze nadzieja w eutanazji. Może się Arłukowicz na starość załapie, kiedy już będzie "lebensunwert".

 

Drugi wniosek jest taki, że minister Arłukowicz jest idiotą. Nie zna własnych przepisów. Prof. Chazan nie stwierdził przesłanki do aborcji, do czego jako lekarz miał prawo. Nie ma nałożonego na lekarza nakazu, by kierować do usunięcia wszystkie płody obarczone prawdopodobieństwem jakiejś choroby. Zresztą w Polsce nie ma prawa do aborcji, lecz brak penalizacji aborcji w ściśle określonych przypadkach. Więc z definicji nie mógł nikomu uniemożliwić realizacji jego praw.

Trzeci wniosek też jest taki, że minister Arłukowicz jest idiotą. Nakazuje państwowemu szpitalowi zapłacić karę, która oczywiście trafi do kasy państwa Z kieszeni lewej do prawej, albo odwrotnie. Z jednej przegródki portfela do drugiej. Poza głupawą propagandą - co to ma na celu? Księgowi się nudzą?

 

A mój czwarty wniosek to propozycja prostego rozwiązania problemu ewentualnej dopuszczalności aborcji. Otóż w Polsce na zabiegi medyczne czeka się po kilka miesięcy, czasem po kilka lat. Nic nie stoi na przeszkodzie, by na "zabieg aborcji" (swoją drogą - cóż za uroczy synonim zabójstwa) też czekało się kilka miesięcy. Najlepiej tak z dziewięć.

 

Tomasz Dalecki